Jak stać się genialnym - instrukcja obsługi zmysłów.
- Któż nie marzył o ponadprzeciętnych zdolnościach?
Nasza wyobraźnia nie raz podpowiadała nam, że życie stałoby się piękne i łatwe, gdybyśmy tylko mogli słyszeć niesłyszalne, widzieć niewidzialne, zrozumieć w jednej chwili niezrozumiałe problemy, czy tylko zapamiętać duże partie informacji i to na długo. W terminologii naukowej mówilibyśmy o obniżeniu progu odbioru bodźca, to jest wyczulenia naszych zmysłów na spostrzeganie słabszych sygnałów dźwiękowych, świetlnych, czy też zmianę parametrów nie tyle receptorów zewnętrznych, ale przede wszystkim pracy i sprawności mózgu. Nie wspominam tu o młodzieńczych dążeniach bycia szybszym, silniejszym czy tylko ponadprzeciętnie sprawnym fizycznie. To nie moja dziedzina i z wiekiem to pragnienie przechodzi na zdolności intelektualne, wraz z tym jak człowiek zrozumie, że danie komuś w „papę”, czy tylko popis tężyzny fizycznej, dobry jest w wieku licealistów i to nie dla wszystkich. Co zupełnie nie znaczy, że nie doceniam ćwiczenia ciała. Doceniam, lecz raczej jako proces doskonalenia niż efekt uzyskany. To znaczy, że samo ćwiczenie jest ważne, gdyż wyrabia siłę woli i systematyczność, a nie wynik, który i tak służy tylko jako cel do pokonania.
Piszę o tym, gdyż zasada:, „aby gonić króliczka, a nie złapać go” jest istotna również dla rozwoju umysłowego. Myśląc o szkole, najczęściej zastanawiamy się nad programem, czyli materiałem do nauczenia, lecz zupełnie pomijamy aspekt, nie wiem czy nie istotniejszy, rozwoju naszych zdolności umysłowych poprzez uczenie się tego materiału. Myślę, że jest to o wiele ważniejsze niż sama treść materiału, którego się uczymy. Aby to uzmysłowić, odpowiedzcie sobie sami na pytanie: ile razy w życiu użyliście całek czy logarytmów, jak często przywołujecie wiedzę na temat powierzchni pustyni Gobi, czy piszecie słowa z dyktand typu: „gżegżółka”. Jednak nie była to bezwartościowa nauka. Nie ma znaczenia, że większość materiału już nam uleciała w niepamięć. Istotne było, aby w danym okresie rozwoju mieć odpowiednio trudny i w odpowiedniej ilości materiał do zapamiętania i przetwarzania, gdyż inaczej nie rozwinęlibyśmy naszego mózgu na tyle aby dziś, móc cieszyć się świadomością jego istnienia, a nawet jego zadziwiającą niedoskonałością.
A zatem, często ważniejszy od samego efektu, czyli nauczenia się, jest proces uczenia. Tak jak uczenie się wiersza przez dziecko, to nie tylko efekt w postaci bardzo dobrej oceny z polskiego, lecz przede wszystkim sama nauka uczenia się. Aby efektywnie się uczyć musimy wypracować sobie jakąś metodę, schemat czy wzór, w jaki trzeba postąpić, aby się czegoś nauczyć. Często dzieje się to zupełnie naturalnie i bez udziału naszej świadomości, szczególnie, że mamy jeszcze niewiele lat. Mimo tego, sposób w jaki się uczymy zostaje nam na całe życie. Właśnie tak teraz będziemy się uczyć materiału do zapamiętania. Możemy go nazwać schematem lub algorytmem postępowania przy uczeniu. I już na pierwszy rzut oka widać, że jedni mają dobry schemat i idzie im to dobrze, a inni są nieefektywni i mają zawsze trudności z nauką. Zatem widzimy tu podstawowy czynnik uczenia się, odpowiedni algorytm, czyli kolejność i sposób w jakim podejmujemy poszczególne procesy uczenia. Efekt tego algorytmu, to sprawnie i dobrze nauczony materiał lub wręcz odwrotnie. Do tego dziecko, które ma trudności w nauce szybko zauważa, że nauka mu „nie idzie”, zatem szybko się zniechęca do uczenia. Poszukuje innego pola, na którym może lepiej się wykazać i zaimponować rówieśnikom. To dlatego słaba nauka idzie przeważnie w parze z „łobuzerką”. Jest to ewidentny efekt braku dobrego algorytmu uczenia, nie nabytego w pierwszym zetknięciu ze szkołą.
Może skupmy się na tych, którzy mają znakomity sposób zapamiętywania a w efekcie uczenia. Co powoduje, że tak łatwo, szybko i efektywnie przychodzi im uczenie?
Zupełnie pomijamy tu najprostszą odpowiedź, - bo mają zdolności, gdyż ona tylko pozornie to wyjaśnia. Bo po pierwsze trzeba spytać, skąd biorą się zdolności i co to są zdolności? Odpowiedź na pierwsze pytanie, że są przekazywane w genach jest niezupełnie prawdziwa, gdyż jeszcze nikt nie wyizolował, mimo usilnych prób, genu zapamiętania, czy raczej neuroprzekaźnika umożliwiającego zapamiętywanie danego zdarzenia i jego przywołania na życzenie. Czyli związku chemicznego, który zapamiętuje w sposób specyficzny dane zdarzenie, to jest; to właśnie zdarzenie, a nie inne. Tu potrzebne jest pewnie dokładniejsze przybliżenie znaczenia słowa „pamięć ”, które często używamy w wielu znaczeniach. Czym innym jest „pamięć” jako ogólna zdolność naszego mózgu do zapamiętywania, jako proces, który się dokonuje, częściowo bez naszej uwagi i zaangażowania, a zupełnie czym innym zbiór informacji zakodowanych w naszym umyśle na temat jakiegoś zdarzenia czy też osoby. Tak jak ogólnie możemy mówić „książka” (analogia do „pamięć”), ale jeśli chcemy ją opowiedzieć, to musimy jednak przywołać jakąś konkretną książkę i tą jedyną treść tej książki, (konkretne informacje z pamięci). Tu można pobawić się trochę logiką i wyobrazić sobie, że istnieje takowy neuroprzekaźnik czy gen dla zapamiętywania wiersza Brzechwy „Kaczka dziwaczka”. A zatem musiałby istnieć inny dla zapamiętania „Lokomotywy” Tuwima. Mało tego, musiałby istnieć neuroprzekaźnik dla wierszy, których jeszcze się nie nauczyliśmy i nawet nie zostały napisane. Bo gdyby to był jeden dla wszystkich- to jak moglibyśmy rozpoznać, który wiersz jest tam teraz do wydobycia?
A do tego, trzeba sobie uświadomić, że geny mogą się tylko ujawnić w interakcji z otoczeniem, czyli z samym procesem zapamiętywania lub uczenia. Trochę tak jak wyłączony komputer nie ma żadnych obserwowalnych parametrów, (są tylko potencjalne), dopiero jego uruchomienie i wykorzystywanie powoduje ujawnienie jego pojemności pamięci.
Zapamiętywanie jest niezwykle skomplikowanym procesem biologiczno-chemicznym i bierze w nim udział niezwykle wielka ilość zespołów neuronów w mózgu, zatem i cała masa (miliardy) genów. A do tego dzieli się na procesy: zapamiętywania, przechowywania i wydobywania z pamięci. Inaczej skąd wiedzielibyśmy, że coś było zapamiętane, dopóki tego nie odpamiętamy? A jeśli odpamiętujemy, to musiało być przechowywane po zapamiętaniu. To, co potocznie nazywamy zdolnością zapamiętywania, jest raczej procesem składającym się z wielu etapów. I tu kryje się odpowiedź na drugie postawione pytanie:, co to jest zdolność pamiętania?
Najkrócej można by powiedzieć, że to prawidłowy przebieg procesu zapamiętywania, przechowywania i odpamiętania. A zatem zapominanie to pewna nieprawidłowość wkradająca się w proces. Jeśli wiadomość nie zostanie uznana za ważną lub nie zostanie dostrzeżona, to proces zapamiętywania nie zachodzi albo zachodzi w niewielkim stopniu, jakby nie zostawiając klucza do odpamiętania. Nastąpił tu pewien zamierzony znak równania, między dostrzeżeniem a uznaniem czegoś za istotne do zapamiętania (ważne). Okazuje się, że spostrzeganie percepcyjne, to nie tyle rejestracja bodźca np. na siatkówce oka, co skupienie na nim uwagi i nadanie mu priorytetu w zbiorze informacji, który do nas dochodzi automatycznie. Żeby to się mogło stać istotna jest podatność na reagowanie na dany bodziec. Dokładnie nazywamy to w nauce progiem reakcji na bodziec, lub inaczej jak silny musi być sygnał, aby nasze receptory go zauważyły - jeśli myślimy o biologicznej stronie reakcji , lub jak atrakcyjny musi być bodziec - jeśli myślimy o psychologicznej stronie reakcji.
Wygląda na to, iż tych dwóch spojrzeń, biologicznego i psychologicznego nie jesteśmy w stanie rozdzielić. Bo proszę rozstrzygnąć czy dziecko, które ma rodziców muzyków, ćwiczących stale w domu, ma uzdolnienia do rozpoznawania wysokości dźwięku w genach po rodzicach, czy też na skutek ciągłego treningu (mimowolnego słuchania muzyki), wyrabia sobie doskonały słuch?
Bez względu jak sobie odpowiemy, to obie przyczyny prowadzą do wniosku, iż dziecko ma bardzo niski próg rozpoznawania dźwięku, a zatem słyszy dużo lepiej niż jego rówieśnicy.
Ta zdolność pozwala dziecku na rozróżnianie dźwięku przy niewielkich interwałach, to znaczy dostrzeganie niewielkich różnic wysokości dźwięku. Możemy to nazwać inteligencją muzyczną lub niezwykłą zdolnością do muzyki.
Nad uposażeniem genetycznym raczej nie będziemy się zastanawiać, bo każdy już jakieś ma i jak na razie, to jeszcze go nie możemy zmienić. A zatem zostaje nam drugi czynnik, to jest wpływanie na słuch poprzez ćwiczenia w rozróżnianiu dźwięku. Dziecko, o którym pisałem wcześniej było naturalnie w takich warunkach. Pytanie, które teraz stawiam, to czy możemy celowo wytworzyć takie warunki, aby podwyższyć zdolność do rozróżniania, w tym wypadku dźwięków?
Właśnie na tym polega nauka muzyki, albo raczej powinna polegać, na uwrażliwieniu na dźwięk.
Dywagacje te, dotyczyły dźwięków, gdyż łatwo sobie to wyobrazić, są przez to oczywiste i proste. Ale bardziej chodzi mi o wszelkie złożone zdolności, które człowiek posiada. Np. zdolności do szybkiego i trwałego uczenia. Ważną w uczeniu jest np. zdolność zapamiętywania. A zatem jak moglibyśmy przystąpić do uwrażliwienia się na bodźce, które mamy zapamiętać?
Musiałbym je lepiej różnicować, tj. różnice między nimi powinny być istotniejsze.
Dlaczego zatem są nieistotne? Może, dlatego że są najczęściej produktem abstrahowania, czyli pomijania złożoności cech na rzecz jednej najważniejszej w celu uogólnienia w jedno wspólne pojęcie. Tak jak to się dzieje z liczbami, lub słowami. Słowa to bardzo skomplikowany proces symbolizacji rzeczywistości i zaklinania jej kawałka w znak (symbol), w procesie tworzenia pojęć. Sam w sobie jest niezwykle misterny i niezbadany. Zainteresowanych odsyłam do moich artykułów na ten temat, gdyż tu, temat ten zmieniłby zakres eseju. Z liczbami jest równie ciekawie. Przecież powstały, gdyż były nam potrzebne do liczenia rzeczywistych przedmiotów, kamieni, ołówków, czy sztuk bydła. W procesie abstrahowania oderwały się od przedmiotów i stają się same w sobie przedmiotem, choć zupełnie abstrakcyjnym. Bo, czy istnieje naprawdę cyfra dwa? Dwa, ale czego, jakiego obiektu dwie sztuki? Zadając sobie to pytanie sami dochodzimy do zadziwiającego wniosku, że samo dwa nie istnieje, jest tylko symbolem ze świata rzeczywistego wyabstrahowanym w celu policzenia. Dlatego też ma bardzo małą ilość cech do zapamiętania. Nie jest ani lekkie, ani ciężkie, nie ma faktury i koloru. Zupełnie też jest pozbawione cech charakteru i właściwości typu: czarująca lub wredna. To właśnie stanowi o trudnościach w jej zapamiętaniu, jest po prostu nijaka. Tak, jak nie zapamiętujemy nijakich ludzi.
Teraz już wiadomo, że proces odwrotny przywracania nijakiej liczbie, cech i własności spowodowałby lepsze i trwalsze jej zapamiętywanie. Bo człowiek potrzebuje przekazu wielozmysłowego (multisensorycznego), tak jak normalnie funkcjonuje w rzeczywistym świecie. Świat, który go otacza ma ciężar, ma kolor, ma fakturę, ma kształt. Tego wszystkiego nie posiada cyfra dwa, a ewentualnie jej symbol, czyli to, co piszemy na papierze. Przyroda ożywiona ma do tego jeszcze cechy osobowości jak: wesoły, szybki, wolny czy ładny. Właściwie tu weszliśmy już na ocenę emocjonalną tego, co widzimy. To dopiero kolebka zapamiętywania np. przedmiot, który jest oślizły, pełzający, śmierdzący i niebezpieczny, nie tylko zostanie zauważony, ale i zapamiętany na całe życie, bo wytwarza się w nas awersja i strach. Czy zatem możemy nadać pewne cechy abstrakcjom do zapamiętania? Na tym właśnie polega w zasadzie w całości mnemonika, czyli nauka o zapamiętywaniu. Rozwinięto różne techniki, aby zapamiętywać np. liczby czy zdarzenia w pewnej kolejności. Tego wszystkiego uczymy na kursach zapamiętywania i uczenia się. Efekty może nie zawsze są oszałamiające, tak jak to widzimy u ludzi uzdolnionych naturalnie, lecz też i nie oto chodzi. Bo wyjątkowe zdolności u tzw. sawantów (osób o genialnych zdolnościach), najczęściej są okupione przez zupełną niesprawność w innych dziedzinach. Cóż z tego, że osoba taka zapamiętuje tysiące liczb po koleii, jeśli nie potrafi sama pójść na zakupy. Natura dając coś w nadmiarze zazwyczaj pozbawia innych potrzebnych zdolności, to wynika z niewłaściwego, czytaj nierównomiernego rozwoju mózgu. A zatem, my w ćwiczeniach działamy raczej tam gdzie mamy pewien deficyt, gdyż w ten sposób najszybciej jesteśmy w stanie poprawić swoją inteligencje ogólną i sprawność myślenia.
Patrząc jeszcze raz z tej perspektywy na proces uczenia, widać wyraźnie, że można działać lokalnie, tj. na poszczególne zdolności, jak wyżej przedstawiony przykład z pamięcią, lub generalnie wpływać na całościowy algorytm uczenia.
Zarówno uczenia się w sensie przyswajania wiedzy ucząc się na pamięć, jak wiersze czy regułki, jak również potężnych części materiału, w których niezbyt istotne jest zapamiętanie w niezmienionej całości, lecz umiejętność wyjaśnienia „swoimi słowami” najistotniejszych zagadnień w materiale. To rozróżnienie jest potrzebne, gdyż przy pierwszym typie uczenia - na pamięć, istotą jest powtórzenie słowo w słowo, a w drugim - zrozumienie sensu zagadnienia. Zatem, chodzi nam o zupełnie inny typ uczenia. Do zapamiętywania niezbędne są mnemotechniki i ogólna sprawność zapamiętywania, trenowana przez ćwiczenie.
Do odpamiętania potężnej partii materiału sensownego, np. esej z psychologii, czy filozofii, niezbędne jest jego dogłębne zrozumienie i raczej odpowiednia technologia uczenia, aby powstał ten pożądany „obraz całości”. Określiłem świadomie zrozumienie jako obraz, gdyż tak bez wgłębiania się możemy powiedzieć powstaje zrozumienie, jako pewien zarys czy schemat w naszym umyśle. Niekoniecznie jesteśmy tego świadomi.
Jedną z ogólnie dostępnych metod, ale mocno zmodyfikowaną o szybkie czytanie, przedstawiam na kursie pod nazwą OŚĆ (Szkielet ryby). Nazwa powstała od diagramu, który obrazuje tą metodę. Nie wgłębiając się w szczegóły, możemy powiedzieć, że opieramy się na schemacie uczenia:analiza – przetwarzanie –synteza, gdzie poszczególne elementy są dokładnie omówione i przetrenowane.
Ma to wiele wspólnego z najnowszymi osiągnięciami w psychologii, odkrywaniem jakimi kodami kodujemy najgłębiej i jak doprowadzić do głębokiego wielosensorycznego przetwarzania materiału. Przy dużej dawce ćwiczeń; mnemonicznych (wielosensorycznych metod zapamiętywania), szybkiego czytania i odkrywania skąd bierze się zrozumienie teksu (lingwistyka), osiągamy szybko znaczące efekty. Szczególnie u osób sumiennych i inteligentnych, które miały problemy z uczeniem z powodu złego algorytmu uczenia się, lub niestabilnego sposobu uczenia. Jeśli nawet uczeń ma dalej jakieś problemy w uczeniu, to przynajmniej jest świadomy gdzie są jego deficyty (np. pamięć) i jest w stanie samodzielnie nad nimi popracować. Jeśli tylko będzie chciał, gdyż żadna metoda nie jest na tyle łatwa, aby nie było trzeba włożyć w to trochę wysiłku.
A może Ty, drogi czytelniku znasz taką?




Skomentuj