Czy Wszyscy Ludzie Swój Język Mają?
Istota kodu językowego- lingwistyka od podstaw.
(Dlaczego człowiek tworzy kod językowy i czy naprawdę służy on tylko do komunikacji?)
Forma użyta w podtytule sugeruje, że tak nie jest. Ale zanim odpowiemy na to pytanie, trzeba się przyjrzeć powstawaniu języka u ludzi. Już w Egipcie w czasach Faraonów próbowano dowiedzieć się, jaki jest prajęzyk człowieka. Eksperymenty takie trwały do czasów prawie współczesnych, wszędzie tam gdzie możliwa była władza absolutna i można było dokonać okrutnej praktyki odcięcia noworodka od mowy ludzkiej, również w oświecającej się Europie. Pokutowała naiwna wiara, że jeśli dziecko nie usłyszy mowy obecnie używanej to zacznie mówić „pra-mową”, mową daną od Boga tylko ludziom. A jako że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo, to pewnie będzie to mowa Boga. Nie trudno zgadnąć, jakie były wyniki tak zaplanowanego eksperymentu, dziecko w ogóle nie mówiło.
Mało tego, nawet jak próbowano je później nauczyć mówić, to wyniki były dalekie od potocznej mowy.
Aby móc swobodnie mówić o regułach rządzących językiem, trzeba je nieco przybliżyć. Bez obawy, nie będę tu tłumaczył trudnych odmian przez przypadki, lecz nadam szerszy sens potocznym pojęciom. Zapewne niewielu czytelników tak to postrzega;
Gramatyka - mam tu na myśli gramatykę wszystkich języków, nazwaną przez noblistę prof. N. Chomskyego, „Gramatyką Uniwersalną” (dalej GU). GU w ujęciu Chomskyego, to taka gramatyka, która leży u podstaw wszelkich gramatyk językowych i jest niejako wbudowana w ludzki mózg. Mamy wszyscy zdolność do jej używania i nieświadomego rozróżniania reguł , bez względu na język i kraj, w którym się znajdujemy. Ta zdolność, leżąca u podstaw naszego wyposażenia genetycznego, nazywana przez Chomskyskiego „kompetencją językową”, powoduje, że z łatwością uczymy się każdego języka, który jest dla nas dostępny w okresie sensytywnym, (tj. do 5-7roku życia), nie uświadamiając sobie zasad, które tym językiem rządzą. Potrafimy mówić gramatycznie poprawnie i tworzyć nieograniczoną ilość wypowiedzi według zasad gramatyki tego języka mając tylko np. 3 lub 4 lata i zerowe pojęcie o zasadach, które tak biegle używamy. To tak jak byśmy grali doskonale w szachy, zupełnie nie znając, a raczej nie uświadamiając sobie, zasad tej gry. Tą niezwykłą umiejętność nie nabyliśmy, jak niektórzy sądzą, przez naśladowanie, gdyż ilość kombinacji językowych, które biegle wykorzystujemy w dzieciństwie przy dość jeszcze ograniczonym zasobie słownictwa, jest tak olbrzymia, że aż niemożliwa do nauczenia i usłyszenia. Zajęłoby to setki lat i raczej tylko wyjątki gramatyczne są do nauczenia poprzez naśladownictwo. Jak trudno je nauczyć wie każdy rodzic, który tego próbował. Dziecko początkowo automatycznie powraca do regularnej zasady, której przecież świadomie nie zna. Na szczęście, słowa nieregularne są to słowa najczęściej używane, a zatem i słyszane, co znakomicie ułatwia zapamiętanie ( go – went, itd.). Gramatyka języka staje się pasjonująca, gdy popatrzymy na nią jak na pewien szyfr, którego użycie jest zbiorem ograniczonej liczby zasad. Taka gra, gdzie występują elementy istotne ze względu na znaczenie semantyczne zdania – morfemy treściowe, ale i elementy bez znaczenia semantycznego – morfemy gramatyczne. Te drugie właśnie służą do gry uzupełniającej treść przekazu. A to określające płeć np. – a, a to określające czas lub osobę, itd. (osoby zainteresowane szczegółami, odsyłam do tekstów o samej gramatyce).
Fonologia – to zupełnie oddzielny element języka, który występuje wtedy, gdy język staje się mową, czyli zostaje zwokalizowany. Może być to wokalizacja głośna lub cicha, inaczej zwana subwokalizacją. Również wokalizacja cicha – subwokalizacja, wywołuje ruch strun głosowych i mimo że tego najczęściej nie słyszymy, angażuje cały nasz aparat mowy. Nawet tylko wyobrażenie sobie dźwięku litery wywołuje pobudzenie i gotowość obszaru ciemieniowego kory mózgowej, odpowiedzialnej za poruszenie mięśniami strun głosowych danej litery przy jej wypowiadaniu. Dlatego bardzo trudne jest badanie myślenia bez użycia słów, gdyż pomyślenie słowa wywołuje cały lawinowy proces jego artykulacji cichej. A zatem badanie kodu językowego nawet nie zrealizowanego w mowie, również angażuje fonologię i jej procesy.
Pragmatyka – łączenie elementów semantycznych za pomocą syntaktyki w sposób adekwatny do dyskursu, tj. do myśli, którą chcemy wypowiedzieć w uzależnieniu od kontekstu naszej wypowiedzi. Pragmatyka nadaje naszej wypowiedzi wyższy, często abstrakcyjny sens, nie tworząc tylko sumy znaczeń poszczególnych wyrazów, lecz zupełnie nowe znaczenie w tym kontekście. Np. „nie mam zielonego pojęcia.” Rozpatrując całą wypowiedź, a nie jedno zdanie, widzimy myśl, która kierowała tworzeniem tych zdań, możemy ją potocznie nazwać intencją. A zatem pragmatyka powoduje, że zdania pojedyncze, jakby niezwiązane tematycznie stawały się w całości dyskursu sensowne. I to ona powoduje, że się rozumiemy. Przy tym daje niezwykle wielki pole do używania zestawień słów i kombinacji syntaktycznej, często bezsensownej, jak w slangu młodzieżowym, ale zrozumiałej poprzez kontekst (np. „ubrałeś się odlotowo”). Osoby upośledzone pragmatycznie nie są zdolne do abstrahowania sensu z metafor czy przepowiedni, traktują je dosłownie. Co niezmiernie utrudnia z nimi komunikacje i często jest pewnym stopniem autyzmu.
Często przy określeniu języka używam słowa kod, co jest pewną nieścisłością, bo kodem nazywamy jakiś zestaw elementów logicznie, tj. poprzez bardziej lub mniej skomplikowany system zależności, podporządkowany do innego zestawu. A tu mamy po jednej stronie faktycznie zestaw elementów, takich jak litery, pewien ograniczony zestaw np. w języku polskim 32, a po drugiej stronie już nieograniczony i niemożliwy do przewidzenia zestaw słów, ciągle rosnący wraz z rozwojem języka. Co nie oddaje definicję, lecz raczej ideę kodu.
Dalej jest jeszcze ciekawiej, bo dopiero zestaw słów generuje absolutnie nieograniczoną możliwość wytwarzania różnych myśli. Dlatego kod ten nazywamy kodem dwuklasowym, kiedy to litery, umowne znaki graficzne zupełnie nie oddające obrazu tego, co przedstawiają (dźwięków), stają się jeszcze bardziej umownymi zestawami- wyrazami, które również w żaden sposób nie przypominają rzeczywistego przedmiotu, który symbolizują. Np. wyraz „drzewo” zupełnie nie przypomina tego czegoś zielonego za oknem z dużym pniem i kiściami liści, a wyraz „równość” jest jeszcze bardziej nie podobny do idei równość, która sama w sobie jest również abstrakcją nie obserwowalną w świecie rzeczywistym, tylko możliwą do zauważenia poprzez swe działanie na zachowanie ludzkie i umiejętność ich odczytywania.
Umiejętność odczytywania intencji ludzkich, czy to z zachowań, czy też z mowy, jest podstawą komunikacji. Za I. Kurcz (2005), nazwiemy ją Teorią Umysłu, (dalej TU).
Osoby autystyczne nie tracą nic ze swej zdolności intelektualnej czy sprawności w pojedynczych uzdolnieniach. Np. mogą genialnie liczyć, lecz mimo tego nie potrafią normalnie prowadzić konwersacji, właśnie z braku umiejętności odczytywania intencji.
Teoria Umysłu posiadana przez każdego z nas pozwala nam na komunikację. To znaczy, że ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem. Te niewinne założenie umożliwia przekazywanie symboli w postaci znaków alfabetu, tworzących symbole słowne czegoś, o czym mówimy. Symbole te mogą nam służyć we wzajemnej komunikacji, dlatego że nasz rozmówca wie, co my mamy na myśli, czyli dokonuje tzw. decentracji, rozumienia symboli z pozycji mówiącego.
Nie jest to tak oczywiste, jak na to wygląda. Małe dzieci nie mają zdolności decentracji i nie mają świadomości, że inne osoby patrzą na świat swoimi oczami i mogą widzieć inaczej. Dopiero w wieku ok. 4 lat nabywamy takiej zdolności. Bada się to np. testem podwójnego chowania zabawki. Dwoje dzieci widzi gdzie schowano zabawkę, następnie jedno z nich wychodzi, a prowadzący test zmienia miejsce schowania zabawki. Następnie pyta dziecko, które zostało, gdzie dziecko, które wyszło, będzie szukać zabawki? Jeśli powie, że w pierwotnym miejscu schowania, to oznacza, że rozumie niemożność przewidzenia przez inne dziecko podstępu z nowym schowaniem. Jeśli natomiast wskaże nowe miejsce schowania, to znaczy, że jeszcze nie potrafi dokonać decentracji i nie rozumie, iż inne dziecko ma inny zasób wiadomości w swojej głowie. A zatem nie dysponuje jeszcze Teorią Umysłu i nie jest w stanie przewidzieć zachowań i myślenia innych ludzi. Jakże często mamy problemy w komunikacji wynikające głównie z braku decentracji u rozmówcy i jakby nie możnością przekazania swoich intencji.
Symbole, którymi się posługujemy, np. wyrazy/słowa, mogą być źle odczytywane z powodu zaburzeń w kompetencji językowej (UG) lub kompetencji komunikacyjnej (TU). Każde z tych zaburzeń ma inne podstawy biologiczne i każda z kompetencji pełni odmienną funkcję.
Tu wkraczamy w istotę problemu, do czego potrzebny nam język?
Widać wyraźnie, że pełni dwie odmienne funkcje. Jedna z nich to funkcja reprezentatywna, a druga to funkcja komunikacyjna. Jedna opiera się na Uniwersalnej Gramatyce (UG), a druga na Teorii Umysłu (TU).
W przypadku funkcji reprezentatywnej, język służy nam do jak najlepszego przeniesienia rzeczywistości zewnętrznej do wewnętrznej tj. myśli naszego umysłu. Dokonujemy tego za pomocą symboli tworzonych w procesie tworzenia pojęć i nadawania nazwy semantycznej, (znaczeniowej). Pomaga nam w tym gramatykalizacja struktur morficznych słów i reguły syntaktyczne zdania.
W przypadku funkcji komunikacyjnej niezbędna jest nam wiedza pragmatyczna, czyli zdolność odczytywania intencji, myśli będących u podstaw tworzenia przekazu, a zatem i odpowiedni stopień dojrzałość TU i decentracji myślenia.
Zadziwiające jest to, że możliwe jest zaburzenie tylko funkcji komunikacyjnej – autyzm, lub samej funkcji reprezentatywnej, poprzez deficyty możliwości przyswajania reguł gramatycznych lub zapamiętywania słownictwa, co najczęściej wiąże się z uszkodzeniami lub niedostatecznym rozwinięciem, różnych obszarów kory mózgowej. Ma to olbrzymie znaczenie dla diagnozowania zaburzeń językowych i komunikacyjnych, a jeszcze większe do poprawy sprawności komunikacji u ludzi z takimi problemami. Dokładna diagnoza to podstawa sukcesu i jakże ułatwia leczenie, również intensywne i celowane rozwijanie odpowiednich obszarów mózgu. Gdyby nauczycielki języków obcych miały przekazywaną na studiach wiedzę o różnych funkcjach i dysfunkcjach poszczególnych obszarów mózgu, widziałyby od razu, dlaczego niektórzy uczniowie nie potrafią zapamiętać szyku zdania, a inni mają braki leksykalne. I że nie trzeba tego jednoznacznie określać jako braku zdolności do języka lub lenistwo. Taka wiedza dałaby możliwość bezpośredniego ćwiczenia konkretnego problemu u poszczególnych dzieci, bez przypisywania ogólnej niezdolności i zaprzestania prób poprawy istniejącego deficytu. Najczęściej postępujemy bezsensownie uogólniając i stwierdzamy: dziecko nie ma zdolności do języków, bo jakaś niewielka część zasad językowych jest dla niego trudna do opanowania. Jak bardzo bezwartościowa jest ta diagnoza, możemy się przekonać przenosząc ten przykład na zupełnie inny grunt. Co powiedzielibyśmy o mechaniku samochodowym, gdyby stwierdził, że: „samochód nie ma zdolności do jeżdżenia”, a teraz już wiemy, iż może to być niewielka wada, np. bo nie funkcjonuje jedna część w mechanizmie? Oczywiście domagalibyśmy się, aby ją odnalazł i naprawił, to jego zadanie. A samo stwierdzenie, że „nie ma zdolności do jeżdżenia” nie jest w żaden sposób przydatne dla nas. Inaczej nie potrzebowalibyśmy mechanika! Dlatego też, nauka języka powinna głównie polegać na szczegółowej analizie błędów, jako podstawowej informacji do poprawy sposobu nauki, dla danego ucznia, a nie na beznamiętnemu powtarzaniu z wielkim zdziwieniem, że uczeń się jeszcze nie nauczył. I usprawiedliwianiu własnej niewiedzy o podstawach uczenia przerzucaniem odpowiedzialności na cechy osobowe uczni (podstawowy błąd atrybucji).
Mając już niejakie rozeznanie, co się dzieje z kodem językowym przyjrzyjmy się procesowi komunikacji, aby wpłynąć na sposób i poziom komunikacji interpersonalnej.
Podstawą komunikacji musimy uczynić podział na różne funkcje komunikacji. Jak już wcześniej wspomniałem, podstawowa to funkcja symbolizowania (za Buhlerem) rzeczywistości. To znaczy, że poprzez znak, np. w postaci wyrazu, odwzorowujemy jakąś rzeczywistość, aby zawrzeć ją w ogólnie zrozumiałym symbolu. Tworzenie takich symboli i ich referencyjność (odwzorowywanie) rzeczywistości, to inne i dość skomplikowane zagadnienie. Dość wspomnieć, że większość z nich jest na tyle umowne, że nie ma bezpośredniej reprezentacji w świece nas otaczającym. Np. słowo PIES, lub DRZEWO, reprezentuje wszystkie psy lub wszystkie drzewa, a zatem nie jakieś konkretne, lecz ideę drzewa lub psa. Tworzenie takich uogólnień jest istotą nauki języka przez dziecko. To nie samo zapamiętanie słowa stanowi problem, lecz jego zrozumienie. Dlatego też dziecko zaczyna od dość jednoznacznych określeń MAMA, TATA itd., gdzie egzemplarz rzeczywisty, przynajmniej początkowo, jest jeden. To, co się dzieje w umyśle dziecka przy tworzeniu pojęć to wielka zagadka. Jest wiele teorii tworzenia pojęć, najpopularniejsze z nich to: egzemplarzowa, użyta przy mamie i tacie, czy probabilistyczna. Ta ostatnia zasadza się na uogólnieniu pewnej klasy obiektów lub pojęć, bez szczegółowego określania ich cech. Np. wszyscy wiemy, co to jest gra, ale nie wiem, czy komuś uda się wyliczyć cechy, które musi spełnić, aby nią była. Mało tego mogą występować zupełne przeciwstawne cechy np. jest przyjemna lub jest nieprzyjemna. W pierwszym wypadku myślę o dobrej grze aktorskiej w teatrze, drugim grze, w której urzędnik wymaga od nas zaświadczeń, które nikomu do niczego są nie przydatne i obie strony o tym wiedzą, a gra idzie dalej. Możemy też pomyśleć „rywalizacja”, jako cecha potrzebna do określenia pojęcia gra. Ale możemy znaleźć wiele gier, które nie wymagają rywalizacji, a wręcz przeciwnie - współdziałania, np. gra na instrumentach w orkiestrze. ( Więcej o tworzeniu pojęć w innych artykułach, dotyczących tego zagadnienia, np. „Po co nam słowa”).
To, co najbardziej istotne w tworzeniu pojęć, to nie tylko odzwierciedlenie rzeczywistości w symbolu, lecz użyteczność takich symboli. Dzięki nim proces myślenia, czyli komunikacji intrapersonalnej oraz komunikacji interpersonalnej jest w ogóle możliwy. Dzięki tym symbolom przekazujemy swoje myśli drugiej osobie, czy to w mowie czy też w piśmie (funkcja zewnętrzna kodu językowego). Jednocześnie następuje największe zagrożenie w komunikacji interpersonalnej, polegające na założeniu, że zarówno osoba mówiąca jak i odbierająca ma takie samo wyobrażenie tego pojęcia (słowa). Nie darmo mówi się, że ludzie najczęściej kłócą się o słowa, a nie istotę przekazu, które te słowa zawierają. Tu jest niezwykłe pole do nauki komunikacji i negocjacji, na czym najczęściej takowe kursy polegają ( patrz dział Negocjacje).
Zakładamy jednak, że używając mniej więcej tych samych pojęć, potrafimy sobie przekazywać informację, dzięki kondensacji wiedzy o świecie w poszczególne pojęcia i relacje między nimi. Proszę zauważyć, że podstawą naszych wypowiedzi jest pewna relacja;
Mówimy najczęściej coś o czymś, czy o kimś. To wyabstrahowanie pojęć ułatwia nam komunikację o ile osoba, z którą się komunikujemy, potrafi tą abstrakcję prawidłowo rozwinąć w obraz świata rzeczywistego. A zatem dokonujemy tylko czasowego kompresowania w celu przekazu. I to jest wielka zaleta języka, przekazywanie własnych doświadczeń w formie skompresowanej, a jednak zrozumiałej i umożliwiającej uczenie nie przez doświadczenie własne, lecz cudze przekazane w formie kodu językowego. Dlatego mamy szkoły, książki, czy instrukcje. Dlatego świat dokonuje niezwykłego postępu w rozwoju nauki i techniki. Dlatego również powstaje tyle nieporozumień (źle odczytanych kodów językowych).
Komunikacja nie kończy się na przekazie informacji, lepiej lub gorzej zrozumianych. Sama w sobie zawiera jeszcze inne przekazy najczęściej nieuświadomione przez odbiorcę. Co nie znaczy, że nie odczytane. Trzymając się terminologii Buhlera, nadawca dokonuje przekazu w jakimś celu, czyli wysyła sygnał do odbiorcy w celu wywołania reakcji. Możemy to również nazwać funkcją socjologiczną, zaspakajanie potrzeby kontaktu i wymiany informacji. Uzyskania informacji zwrotnej od interlokutora, co zaspakaja głód komunikacji i interakcji.
Zupełnie inną informację można uzyskać obserwując i analizując wypowiedź pod kontem celów i intencji zawartych poza przekazem. Informacja ta dotyczy symptomu wysyłanego za pomocą przekazu, a odnoszącego się do ekspresji zawartej w przekazie, a nie związanej z przekazem, czyli tym, co jest pod warstwą informacyjną - intencją. Np. jeśli powiem, że: „bardzo mi się podobały ogrody w Pałacu Cesarskim w Kioto”, to przecież nie tyle chodziło mi o przekazanie informacji o moim stosunku do ogrodów cesarskich, choć taki jest przekaz literalny, a bardziej o zakomunikowanie, że byłem w Japonii, a może jeszcze, że znam się na sztuce japońskiej i że jestem światowym człowiekiem. Zapewne każdy przekaz, jeśli nie jest li tylko wykładem, przynosi ze sobą bardzo wiele informacji ukrytych, takich właśnie jak intencje, jak i cele wywołania odpowiednich reakcji. (Choć wykład to również znakomita okazja do obserwacji ukrytych przekazów intencjonalnych). Nie wiem, czy w potocznych rozmowach funkcja sygnału i symptomu ( socjalna i ekspresyjna) nie jest ważniejsza niż sam przekaz informacji, który jest raczej banalny i przewidywalny. Szczególnie funkcja ekspresyjna, wyrażenia swojego stanu i myśli intencjonalnych zasługuje na większą uwagę, niż to normalnie się dzieje. Wydaje się, że język jako kod komunikacyjny służy nam, na co dzień do spełniania funkcji potrzeby wyrażenia siebie i uzyskania akceptacji, czy tylko potwierdzenia akceptacji, swojego otoczenia. Może nie wprost, ale przez swoje ukryte intencje w warstwie głębszej, ekspresyjnej, przekazywanych i otrzymywanych informacji. Jeśli pominiemy treść komunikatów i będziemy bardziej odbierać ich wartość intencjonalną oraz uświadomimy sobie sygnał, jaki nasz rozmówca wysyła do nas w celu uzyskania pewnych założonych reakcji, to łatwiej nam będzie spełnić jego oczekiwania. A tym samym będziemy się lepiej i adekwatnej komunikować. ( Dalej o tym w artykułach o komunikacji interpersonalnej).
Zupełnie inną funkcją kodu językowego jest wspomniana wcześniej funkcja wewnętrzna, czyli określania pewnej rzeczywistości zewnętrznej i nazywania jej w procesie powstawania pojęć, aby wprowadzić tą rzeczywistość do wewnątrz. Do świata własnych myśli i myślenia.
Zupełnie niedoceniana i ignorowana, stanowi o jakości naszego myślenia i efektach tegoż. Sama umiejętność obserwacji zjawisk i dokonywania abstrakcji wspólnych ich cech, czy pewnego algorytmu w występowaniu, pozwala na lepsze lub gorsze poznanie świata nas otaczającego. Na pewne konkluzje, które później kierują naszymi działaniami, poprzez specyficzny system przekonań i celów. Świat, który nas otacza jest obiektywnie taki sam dla każdego. Jednak nawet wtedy, kiedy dwie osoby znajdują się w tym samym miejscu, w tym samym czasie i patrzą na to samo, to zupełnie inaczej oceniają rzeczywistość. ( Mój ulubiony przykład to politycy w polskim Sejmie). A zatem musi być jakaś różnica w sposobie przyswajania- przenoszenia rzeczywistości do myśli, aby uzyskać zupełnie różne rezultaty. To niewątpliwie jest również kod językowy, który do tej operacji przeniesienia użyjemy. Od zdolności abstrahowania, analizy i syntezy zjawisk, będzie zależał sposób nazywania zjawisk, a to z kolei prowadzi do użycia innych słów i innych określeń rzeczywistości. Czym bogatszy język, tym bogatsze widzenie rzeczywistości, gdyż dobitniej możemy wyrazić subtelne różnice, czy dokonać lepszego uogólnienia omawianego zjawiska. To generalnie wpływa na jakość myślenia a zatem i konstatowania rzeczywistości. Możemy powiedzieć, że właśnie to różni ludzi i dlatego ich subiektywna rzeczywistość jest tak różna. Wydaje się, iż zwrócenie uwagi na kod językowy, sposób jego tworzenia i posługiwania się nim, wydatnie przyczynia się do polepszenia komunikacji, nie tylko interpersonalne, lecz przede wszystkim intra-personalnej, czyli z samym sobą. ( Dalej w artykułach o rozwoju osobistym jednostki). A zatem, tworzenie kodu językowego, to nie tylko możliwość komunikacji, lecz przede wszystkim zmiana w sposobie myślenia jednostki na bardziej kontrolowany i logiczny proces obróbki spontanicznych impulsów myślowych, na jakościowo inną myśl zwerbalizowaną.
To ten proces zmienił nas w ludzi, pozwolił myśl zapisywać i pracować nad własną myślą, a poprzez komunikację, również nad myślą innych. I w końcu pozwala, abyśmy zrozumieli, co sami myślimy i lepiej komunikowali się z samym sobą. Jeśli tylko tego naprawdę chcemy.




Skomentuj