Czy świat jest dyskretny?
Zadziwiające jest to, że świat w rzeczywistości jest dyskretny. To znaczy dyskretność świata wyraża się w dyskretnym funkcjonowaniu człowieka. Jednak myślę tu o trochę innej dyskrecji, niż potocznie użycie tego słowa. Dyskretność w matematyce wyraża się nieciągłością. Liczby, czy cyfry, są z natury rzeczy dyskretne, to znaczy będące nią tylko i wyłącznie w tym punkcie, określające jakąś konkretną wartość, na przykład 2. 2 to ani nie 1,9999 ani 2,0001, czy też inne przybliżenie, to dokładnie 2. Wydawałoby się, że może się to odnosić tylko do świata idei, gdyż tylko tam jest możliwe dokładne określenie granic. W naturze są one nie tak wyraźne. Nie da się wyraźnie oddzielić granicy jednego od drugiego, to zawsze tylko przybliżenie. Linia narysowana, nawet najcieńsza, przestaje być dyskretna, gdyż wszystko zależy od wielkości przybliżenia. Pod mikroskopem staje się grubą krechą, która ma swoje brzegi, niejako już niebędące linią, ale z elementami (kropkami) grafitu należącego jeszcze do niej. A zatem, możemy tylko z niejakim przybliżeniem powiedzieć, że linia ma swój brzeg, bo przy przybliżeni tenże brzeg staje się sam zbiorem gęstszych lub rzadszych kropek. Jednak dla człowieka, nie tylko ze względów optycznych, lecz bardziej praktycznych, linia to linia. Z natury zakładamy pewne przybliżenie. I to nie tylko w geometrii.
Spójrzmy na kota, gdzie kot zaczyna być kotem, a gdzie jest jeszcze nie kotem? Na obrzeżach swojego konturu, czyli sierści? W którym miejscu sierści, na jej czubku, czy też tam, gdzie sierść jest gęsta? A gdzie się dokładnie zaczyna sierść? To tylko problem wielkości przybliżenia, przy każdym następnym granica staje się znowu nieostrym zbiorem atomów, kota i nie kota. Widać wyraźnie, że nie można ustalić tak prostej sprawy, jak to, gdzie się zaczyna kot? Dlatego jest potrzebne pewne przybliżenie, czy też lepiej, pewne uogólnienie zawierające w fizycznym obszarze ideę kota. A zatem świat to przybliżone obszary wypełnione ideami. To jakiś koszmar dla człowieka, który nigdy nie zetknął się z filozofią.
Mnie bardziej interesuje psychologia i to psychologia spostrzegania świata przez ludzi, gdyż chyba to wpływa najbardziej na nasze sądy i poglądy. Jeśli założymy, że nasze wyposażenie biologiczne jest prawie identyczne. Myślę tu o budowie mózgu; zatem to, co do niego dociera musi mieć decydujący wpływ. Trzeba by się przyjrzeć jak dociera i co dociera?
Artykuł ten zapoczątkowała konstatacja, że świat jest dyskretny, czyli nieciągły w znaczeniu logicznym, gdyż człowiek postrzega świat z pewnym przybliżeniem i to właśnie postaram się wykazać. Choć każdy fizyk powie, że jest ciągły i wcale nie można ustalić granic. Dlaczego jednak nasza biologia wytworzyła mechanizmy uogólnienia? Pewnego przybliżenia i wyraźnego rozdzielenia tego, co jest tym, od tego, co nie jest tym przedmiotem, pojęciem, osobą itd. Wpadłem na tą myśl czytając książkę na temat fonetyki i problemach z fonami, czyli najmniejszymi jednostkami fonetycznymi, które możemy odróżnić. Otóż również tutaj zachodzi pewne dyskretne zaliczenie, które w fizycznej rzeczywistości nie istnieje. A zatem dźwięk staje się zgłoską lub nie, wcale nie ze względu na swoje cechy fizyczne i obiektywne informacje w nim zawarte, lecz raczej na zasadzie bliskości z innym dźwiękiem lub pewnym kontekstem akustycznym. Konkretnie jest albo nic nieznaczącym ćwierkaniem, jak ćwierkanie wróbla, lub fonemem tworzącym zgłoskę, jeśli występuje z innym dźwiękiem. Więc nie jest połową dźwięku spółgłoski, tylko zupełnie czym innym. (Kurcz I. (1995). Pamięć Uczenie się Język. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN)
Wyraźnie widać pewną arbitralność zaliczenia do zgłoski lub nie zgłoski. Jeszcze dokładniej to widać jak zamienimy dźwięk na obraz w spektrometrze. Od pewnego punktu dźwięk jest zaliczany do jednej zgłoski, a do tego punktu do innej. Tak jakby ciągłość natury przeszkadzała w jednoznacznym zaliczeniu go do pewnego znaku akustycznego i dlatego trzeba tą ciągłość dźwięku wyeliminować, w imię jednoznaczności i użyteczności.
Podobnie jest z innymi zmysłami, wzrokiem, dotykiem, czy smakiem. Jest pewna granica,gdzie komórki receptorów mówią tak, to już jest sygnał.
Zjawisko potencjału czynnościowego, to jest wystarczająco intensywnego sygnału, aby pobudził do działania receptory zmysłowe (np. dotyku), jest ze swej natury nie ciągłe. Odcina bodźce, które są za słabe, a preferuje te, które przekroczą próg wrażliwości. Więc możemy powiedzieć, że właśnie na poziomie odbioru świata zewnętrznego przez receptory zmysłowe dokonuje się przejście ze świata ciągłego do nieciągłego, 0 lub 1. Tak jak w kodzie binarnym w komputerze. Naturalna ciągłość świata została złamana przez nasz system spostrzegania tegoż świata. Tu musiał być jakiś cel adaptujący człowieka do natury. Jakby odcina pewną część rzeczywistości empirycznej na korzyść tworzenia świata idei, pojęć, prototypów, czy schematów poznawczych. A zatem moglibyśmy wnioskować, że uogólnianie, abstrahowanie i synteza bodźców jest jedynym prawdziwym sposobem widzenia przez nas świata. To zdumiewające, czyżby Platon miał rację, że świat rzeczywisty to nie świat zmysłów, lecz idei?



